Menu

Słodka od środka

taka zwyczajna ja

Szkoła, studia, znajomi i związki

slodkaewka

Liceum - nastolatka z ct1, rozgadałam chyba wszystkim, żeby wiedzieli co robić i jak pomóc, gdzie w szkole jest glukagen i jak obsługiwać glukometr czy peny. Niestety znajomi w LO nie dopisali - najpierw 1 a potem 3 koleżanki, ale wolałam Je niż te nadęte bufony, które uważały że przez ct1 jestem niepełnosprawna i nie nadaję się na wspólne wypady czy wycieczki. Nauczyłam się olewać, tym sposobem dotarłam do studniówki (na której bawiłam się z moimi ukochanymi koleżankami) a potem do matury, którą zdałam (nie rewelacyjnie, ale zdałam).

W czasie Liceum była 18stka - przyszło kilkoro najlepszych znajomych, nikt nie pił, nie odważyli się choć chciałam Ich poczęstować, tort był pyszny - smakował, nie wiedzieli że połowa składników to zamienniki bez cukru, że słodzony aspartamem w proszku - czy ktoś wtedy mówił, że aspartam jest niezdrowy? Nie nikt. Wiedzieli natomiast o ct1 i Im nigdy to nie przeszkadzało.

Studia - tu już nie rozgadywałam o mojej chorobie, nauczyłam się nie mówić za wiele, insulinę brałam w toalecie, na wyjazdach jadłam to co inni (w mniejszych ilościach), a potem insulina wieczorem, jakoś skończyłam, obroniłam się, czas bez większych przygód.

Jeden raz pamiętam jak jechałam pociągiem, tłok jak diabli, siedzę w przedziale przy oknie - obok dwie panny gadają o zastrzykach i o tym, że ich nie lubią. Zbliża się godzina "zero", muszę ale to muszę wziąć insulinę, zrobić zastrzyk... nie wyjdę do toalety, bo będę się przeciskać pół godziny (nawet w przedziale na walizce siedzi jakiś chłopak).. co robić, co robić... odwracam się do okna i najdyskretniej jak potrafię badam cukier, chyba nikt nie zauważył. Teraz zastrzyk... wyciągam pena, dziewczyna obok kątem oka zauważa mój ruch... nakręcam dawkę, ściągam osłonę na igłę, znów najdyskretniej staram się wstrzyknąć w nogę przez spodnie (przecież nie będę się rozbierać) dziewczyna obok mnie mdleje na ramię koleżanki. Przepraszam, tłumaczę że musiałam i że nie chciałam. Na szczęście nic jej nie jest.

Faceci - okres szkoły i studiów to również czas imprez ze znajomymi, poznawanie nowych ludzi, nawiązywanie znajomości i podrywanie. Bawimy się na jednej z dyskotek... porywa mnie do tańca przystojniak... czuję się wniebowzięta. Cała impreza nasza. Do końca nie odstępujemy się na krok, tancerz wyśmienity, przystojny facet, miły, słodki... i tak cudownie pachnie. Pyta czy będę za tydzień (oczywiście że będę, choćbym miała pieszo przyjść) oczywiście tego nie mówię, mówię za to, że się postaram. Prosi o numer telefonu - podaję (stacjonarny, mało kto ma w tych czasach komórkę, a jeśli ma - to rozmowa za minutę kosztuje kilka złotych). Kolejny tydzień - udaje się namówić znajomych na wypad do dyskoteki i On tam jest, od razu podchodzi i porywa mnie do swoich znajomych (zapraszając również moje koleżanki, by towarzyszyły całej załodze). Kolejny dzień spędzony u Jego boku.. czujemy się w swoim towarzystwie wspaniale. Zaczyna się coś dziać.. czas leci, spotykamy się kilka razy... kolejne spotkanie, jest coraz milej, pierwszy pocałunek... jestem zachwycona "ale"... ale On nic nie wie, nie wie o ct1 a ja nie chcę tego zepsuć... muszę Mu powiedzieć... powiem Mu dziś. Musi już jechać - proszę o jeszcze chwilę... rozmawiamy, mówię że bardzo mi na nim zależy - on też mówi że jemu na mnie, ja dodaję że jestem chora i mam ct1, delikatnie się uśmiecha, całuje mnie w czoło i mówi że to nic nie szkodzi. Mówimy sobie do widzenia, ja lecę jak na skrzydłach do domu, On jedzie do siebie.

Jutro: Nie odbiera telefonu, nie dzwoni, nie dał znać czy dojechał cały do domu... martwię się że coś się stało.

Mijają kolejne dni, zero odzewu, telefonu, kontaktu, odwiedzin... boli.

Sobota: koleżanka wpada na dyskotekę, ja nie mam ochoty, jest tam On - znając S, to ładnie Mu wygarnęła. Mi później przekazała pewnie tylko część. W każdym razie olał mnie ze względu na ct1 - powiedział do S, że nie chce chorej dziewczyny, bo nie zamierza się nią opiekować na starość. Boli, tak bardzo boli, dlaczego Ja. Po co ta wredna ct1 się przykleiła właśnie do mnie!!! Nienawidzę siebie. Nienawidzę ct1. Nienawidzę, nie chce mi się żyć.. płacz.

Kilka dni później: Kur... czemu to ja siebie nienawidzę? Przecież to On jest buc, to On jest świnią, prostakiem, burakiem, debilem, półgłówkiem, matołem, cymbałem, chamem, durniem... oj po tej wyliczance zaczyna mi przechodzić. To on jest chory, nie ja! On. Karma kiedyś do niego wróci! (do tej pory nie wiem czy wróciła, ja nie wróciłam na tamtą dyskotekę i nie odwiedzałam tamtego miasta)

Znów przemyślenia - dlaczego ja? Ot, takiej mojej opowiastki część kolejna.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [allymcell] *.dynamic.chello.pl

    Całe szczęście, że buc nie próbował być z Tobą by sprawdzić jak to jest i czy da radę. Mogłoby się okazać, że odszedłby nie po kilku randkach tylko latach i dopiero by bolało.

  • aga-joz

    To pytanie "dlaczego ja?" to chyba nieodłączny składnik słodkiego życia.
    Ludzie są różni, niektórzy nie zdają sobie sprawy, że nieświadomie krzywdzą innych, innym brak odwagi. Ale na szczęście są też i wspaniali przyjaciele. Dobrze, że można zapomnieć o tych mniej sympatycznych

© Słodka od środka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci